Olga Rosłoń-Skalińska
Zastępca Dyrektora ds. Inwestycji i Rozwoju Zarządu Zieleni m.st. Warszawy
Czulej o przyrodzie miasta
Ziemia w relacji biblijnej wydaje się pojęciem podstawowym i bardzo pierwotnym. To symbol materii, który zawiera w sobie odniesienie do kultury stworzonej przez człowieka – rolnictwa, eksploatacji ziemi i mórz, ale także do twórczości abstrakcyjnej, naukowej i duchowej. W historii człowieka Raj jest punktem wyjścia. Jest także czymś świętym – to po pierwsze dar od Boga, po drugie – spełnienie obietnicy, jaką Bóg dał Abrahamowi, że osiedli go w kraju mlekiem i miodem płynącym. Jest wreszcie symbolem dziedzictwa, którego należy strzec i przekazywać z pokolenia na pokolenie.
Bardzo długo, jeszcze przed wynalezieniem religii, człowiek żył w symbiozie, a wręcz w zależności od otaczającej go przyrody. Skutki eksploatacji natury widoczne były już pod koniec XVII wieku, kiedy zasoby drewna w Anglii zaczęły się niebezpiecznie kurczyć. Wtedy to dworzanin i urzędnik John Evelyn opowiedział się za koniecznością ochrony lasów przez kontrolowanie tempa wyczerpywania się zasobów leśnych i zapewnienie ich odnowy. Wprawdzie jego traktat „Sylva, or A Discourse of Forest-Trees” (1664) miał być zachętą dla właścicieli ziemskich do sadzenia drzew w celu zapewnienia drewna dla rozwijającej się marynarki wojennej (majątek rodziny Evelyna pochodził z produkcji prochu), jednak tu pragmatyzm okazał się sprzymierzeńcem ochrony zasobów przyrodniczych.
Czas pokazał, że może być tylko gorzej. Sto lat później Europejczycy skonstruowali „infernalną machinę” – parowy silnik tłokowy. Symbol rewolucji przemysłowej, epoki postępu, industrializacji, ale też dehumanizacji i wyzysku. Rewolucja przemysłowa dramatycznie zmieniła środowisko. Zapoczątkowała erę masowego zanieczyszczenia: powietrza w postaci zanieczyszczeń pyłowych i emisji gazów cieplarnianych, wody i gleby poprzez odpady fabryczne i brak sanitariatów. Wylesianie i górnicze hałdy oraz intensywna eksploatacja zasobów zaczęły prowadzić do dewastacji krajobrazu. Przyniosło to poważne konsekwencje w postaci chorób i niższej średniej długości życia w miastach, wymierania gatunków oraz problemów z wodą.
Jedno z pierwszych ostrzeżeń przyszło w 1864 roku. George Perkins Marsh, z wykształcenia prawnik, z zawodu dyplomata, w książce „Man and Nature: Or, Physical Geography as Modified by Human Action” stwierdził, że „działanie przyczyn uruchomionych przez człowieka doprowadziło powierzchnię Ziemi do niemal tak całkowitego wyludnienia jak na Księżycu” (tłum. ORS). Argumentował, że wylesianie może prowadzić do pustynnienia, a dobrobyt jest zapewniony tak długo, dopóki człowiek zarządza zasobami i utrzymuje je w dobrym stanie. Dlatego jakość życia przyszłych pokoleń powinna być jednym z czynników determinujących zarządzanie zasobami.
Szersza opinia publiczna odkryła wagę problemu sto lat później. W maju 1969 roku na sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ birmański polityk Sithu U Thant, ówczesny sekretarz generalny, przedstawił raport „Problems of the Human Environment”. Jego wystąpienie – zwane odtąd „Raportem U Thanta” – stanowiło pierwszy oficjalny głos o zaistniałym w skali całej planety kryzysie środowiska.
Wywiedzione z Księgi Rodzaju hasło „Czyńcie sobie Ziemię poddaną” w kontekście nieodwracalnych zmian, będących następstwem naszej ziemskiej obecności, wydaje się staroświeckie, anachroniczne i nieaktualne. Bóg niby powierzył człowiekowi władzę i odpowiedzialność za Ziemię i wszystko, co na niej żyje, nakazując mu być jej zarządcą i opiekunem i dbać o nią. Chyba nie zadziałało. Gospodarujemy nieodpowiedzialnie i nie opiekujemy się zasobami. Pozostawiamy za sobą zgliszcza przyrody, której jesteśmy tylko częścią, a zachowujemy się, jakby nic tu od nas nie zależało.
Współczesne podejście do przyrody powinno charakteryzować się troską, próbą ponownego zawiązania nici porozumienia i przyjęcia odpowiedzialności. Dlatego bliskie są mi słowa lisa z Małego Księcia Antoine’a de Saint-Exupéry’ego. „Lecz jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie”. Każdego z nas i wszystkich razem stać na wzięcie odpowiedzialności. Odpowiedzialności za świat, w którym żyjemy. Wielką powinnością ludzkości jest dbanie o najmniejszy skrawek gleby, płachetek murawy, każdego owada. Od uwrażliwienia na to powinniśmy zacząć myślenie o ochronie zasobów Ziemi i o procesach odtwarzania tych, które możemy uratować. Jeszcze.
W powszechnej świadomości efektem degradacji środowiska są zmiany klimatyczne i emigracja klimatyczna. To nagłe, gwałtowne, niszczycielskie zjawiska pogodowe i ich nieodwracalne konsekwencje zmieniły nasze myślenie o powierzonym nam świecie. Wiele czasu i środków poświęcamy na działania jedynie opóźniające to, co nieuniknione. Nie ma bowiem skutecznej walki ze zmianami klimatycznymi bez wsparcia różnorodności biologicznej. W zdegradowanym środowisku coraz mniej jest pierwotnych przestrzeni, które z oczywistych względów podlegają ochronie i dbałości jako dziedzictwo i obiekt troski całej ludzkości – nie ma tu miejsca na jakąkolwiek dyskusję. Są jednak miejsca przekształcone przez człowieka, ale nie martwe.
Czymś takim jest miasto. To miejsce o określonym statusie formalno-prawnym, czasami z niewyobrażalną liczbą mieszkańców, z zabudową i rozwiniętą infrastrukturą. Oznacza pewien styl życia, dostęp do szerokiej gamy usług i kultury. Charakteryzuje je duże zróżnicowanie społeczne i możliwość zachowania anonimowości, a często wręcz braku tożsamości. To ośrodek innowacji, wzrostu gospodarczego i przemian społecznych, nieustannie kształtowany przez procesy globalizacyjne i rozwój technologii. Miasto łączy w sobie wiele form przyrody. W jego skład wchodzą również tereny, które prawie nie uległy przekształceniu przez człowieka, czego przykładem są rezerwaty przyrody. Ewenementem na skalę europejską jest pod tym względem Warszawa z dwunastoma rezerwatami, w tym z Lasem Bielańskim, który jest pozostałością pradawnej puszczy mazowieckiej. Berliński badacz Ingo Kowarik tej naturalnej przyrodzie nadał określenie „pierwszej”. Ale w mieście zdarza się też „druga”, rolnicza: pola i sady (mimo że miasto zasadniczo pełni funkcje pozarolnicze). „Trzecia przyroda” to przestrzenie urządzane dla celów rekreacyjnych czy reprezentacyjnych. Chronimy je – to dziedzictwo twórczości człowieka i krajobraz starych parków, urządzanych kiedyś tylko przy rezydencjach, później także jako parki i skwery publiczne. Są one ważnym przestrzennym, kulturowym i społecznym elementem miasta.
Ale są także zbiorowiska roślinne rozwijające się samoistnie. Bez ingerencji człowieka, na siedliskach opuszczonych, już niepotrzebnych czy zdegradowanych przez działania człowieka. To „czwarta przyroda”. Samorzutna zieleń, spontaniczna i nieprzewidywalna, ma swój urok, autentyczność i prawdę. Staje się namiastką dzikości w zaprojektowanych pod linijkę i cyrkiel miastach. „Czwarta przyroda” to już nie nieużytek, bo służy oczyszczaniu powietrza, pochłanianiu wód opadowych w miejscu ich opadu, obniżaniu temperatury w miejskich wyspach ciepła, podnoszeniu wilgotności, odbudowie populacji wypartych z miast gatunków roślin, zwierząt, grzybów. Ta roślinność jest szansą na zwiększenie różnorodności biologicznej, swego rodzaju recyklingiem biologicznym. Miejmy więc więcej czułości dla chwastów, dla roślinnych bohaterów między płytami chodnikowymi i zdobywców małych skrawków nibygleby. Wśród tych organizmów są znani nam towarzysze, gatunki synantropijne, czyli te, które związały swoje życie z życiem ludzi – od pokoleń dzielimy tę samą niszę ekologiczną.
Prawdziwi survivalowcy to rośliny ruderalne, które przystosowały się do środowiska silnie przekształconego przez człowieka. Zajmują tereny zdegradowane, ruiny, wysypiska śmieci, zwałki, pogorzeliska, tereny kolejowe, nieużytki. Wśród nich są antropofity, obcy przybysze, intruzi. W miastach mają się dobrze – tu nikt nie jest stąd. Niektórzy to obcy inwazyjni. To określenie niosące negatywne przesłanie, może nawet krzywdzące dla miejskiej sukcesji recyklingowej. Często obserwujemy jednak, że po wykonaniu pracy, po pierwszym zasiedleniu martwych połaci, po wykonaniu procesu glebotwórczego, wycofują się, zamierają, ustępują miejsca gatunkom rodzimym. Takie procesy widać w pozostawionych samym sobie lasach sukcesyjnych, miejskich dzikich puszczach, na terenach opuszczonych. Miejmy więcej wyrozumiałości dla tego procesu, bo może nie mamy innej drogi. Szczególnie jeśli swoistą przepowiednią są dla nas badania roślinności parków narodowych, w których nie mniej niż cztery procent wszystkich gatunków roślin naczyniowych stanowiły gatunki inwazyjne, a procentowy udział gatunków obcych inwazyjnych w stosunku do powierzchni to prawie dwa procent (jak choćby w Ojcowskim Parku Narodowym).
Wróćmy na koniec do drzew. Na skutek zmian w klimacie i ograniczonego dostępu do wody cierpią także one. Są niedożywione, ich stan dodatkowo pogarsza suche powietrze, które powoduje, że są bardzo osłabione, zasychają i w konsekwencji są bardziej podatne na działanie szkodników. Zjawisko to jest szczególnie widoczne nie tylko w Sudetach, gdzie można dostrzec całe połacie wymierających lasów świerkowych, lecz także na Mazurach, gdzie leśnicy biją na alarm. Niektóre prognozy mówią, że za trzydzieści lat z Polski zniknie świerk pospolity… A zaraz po nim sosna zwyczajna, modrzew, jodła i brzoza, które podobnie znajdą się poza optimum klimatycznym… Smutna i straszna to perspektywa. Dlatego czule i z troską myślmy w mieście nie tylko o tej przyrodzie jakby oczywistej, ale także o tej dzielnej, na co dzień niezauważanej, wydającej się może nieco nie na miejscu, bo „jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować”.
Olga Rosłoń-Skalińska – architektka krajobrazu, związana z Warszawą z urodzenia i zawodowo, zastępczyni dyrektorki w Zarządzie Zieleni m.st. Warszawy, gdzie kieruje rozwojem zielonej infrastruktury, w szczególności inwestycjami projektowanymi uniwersalnie z zastosowaniem rozwiązań opartych na naturze. Łączy urzędnicze doświadczenie z głęboką pasją do kształtowania zrównoważonej przestrzeni miejskiej. Jej działania koncentrują się na ochronie unikalnego krajobrazu Warszawy oraz walce o zachowanie jej zasobów przyrodniczych. Jako ekspertka kładzie szczególny nacisk na harmonijne współistnienie nowoczesnej architektury z historyczną tkanką miasta oraz przyrodą. Wierzy, że ochrona warszawskiej przyrody – od nadwiślańskich łęgów po osiedlowe skwery – jest kluczowa dla dobrostanu mieszkańców w dobie wyzwań klimatycznych.
Informacja dotycząca przetwarzania danych osobowych przez administratora: