Ewa Smuk-Stratenwerth
Wers 28 z pierwszego rozdziału Księgi Rodzaju od dawna wzbudza kontrowersje. Jednym z tych, którzy krytykowali dalekosiężne konsekwencje sformułowania „Czyńcie sobie Ziemię poddaną”, był amerykański mediewista i historyk nauki Lynn White[1]. W 1967 roku opublikował on w czasopiśmie „Science” artykuł „Historyczne korzenie naszego kryzysu ekologicznego”, w którym wysunął hipotezę, że wpływy chrześcijańskie w średniowieczu były przyczyną kryzysu ekologicznego w XX wieku. Za punkt zwrotny w historii relacji człowieka i przyrody uznał rewolucję przemysłową. Powołując się na opowieść o stworzeniu świata z Księgi Rodzaju, argumentował, że teologia judeochrześcijańska zmiotła pogański animizm i uczyniła normą eksploatację świata przyrody. Jego zdaniem Biblia w słowach „Czyńcie sobie Ziemię poddaną” potwierdziła panowanie człowieka nad naturą i ustanowiła antropocentryzm trendem, co doprowadziło do zobojętnienia człowieka wobec przyrody i przedmiotowego jej traktowania. Dopóki nie ulegną zmianie fundamentalne poglądy ludzkości na temat natury, w rozwiązaniu kryzysu ekologicznego nie pomogą ani nauka, ani technologia. White sugerował przyjęcie św. Franciszka z Asyżu jako wzoru do naśladowania w wyobrażeniu sobie „demokracji” stworzenia, w której wszystkie stworzenia są szanowane, a panowanie człowieka nad stworzeniem jest ograniczone.
Idee White’a wywołały długą debatę na temat roli religii w tworzeniu i podtrzymywaniu destrukcyjnego stosunku Zachodu do eksploatacji świata przyrody. Wzbudziły również zainteresowanie relacjami między historią, naturą a ewolucją idei, stymulując w ten sposób nowe dziedziny badań, takie jak historia środowiska i ekoteologia. Wielu postrzegało jego argumentację jako bezpośredni atak na chrześcijaństwo. Inni komentatorzy uważali, że jego analiza wpływu Biblii, zwłaszcza Księgi Rodzaju, jest błędna. Jeszcze inni twierdzili, że na nasze relacje ze środowiskiem naturalnym wpłynęło wiele bardziej zróżnicowanych i złożonych zjawisk kulturowo-historycznych, a efekt, który widzimy dzisiaj, nie może być sprowadzony wyłącznie do wpływu tradycji judeochrześcijańskiej. Niemniej myśl o Biedaczynie z Asyżu znalazła piękną realizację w decyzji papieża Jana Pawła II, kiedy w 1979 roku ustanowił św. Franciszka patronem ekologów.
Chociaż nie jestem biblistką, pozwolę sobie na bardziej szczegółową analizę hasła Festiwalu Nowe Epifanie. Anna Świderkówna w swojej popularnonaukowej książce „Prawie wszystko o Biblii” przypomina, jak wielką rolę w dziejach naszej kultury odegrały słowa z Księgi Rodzaju. Pokazuje literacki i historyczny kontekst opisu stworzenia człowieka i pochyla się nad pytaniem, jaka była myśl pierwotnego autora. Bóg mówi: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!” (Rdz 1, 26). Po stworzeniu człowieka Bóg powtarza: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi” (Rdz 1, 28). Czyżby zamysłem autora Biblii było przekazanie, że człowiek został stworzony, żeby panował nad całym światem, a przynajmniej nad światem zwierzęcym? A przecież – jak pisze biblistka – prawdziwe panowanie należy zawsze do Boga.
Kontekst literacki hymnu o stworzeniu (zwanego także Heksaemeronem) opisują szczegółowo Michał Heller i Tadeusz Pabjan w książce „Stworzenie i początek Wszechświata”. Zwracają uwagę, że jest to poemat, czyli utwór literacki, skomponowany przez autora będącego poetą, który tworzył biblijny opis stworzenia w pewnej reakcji na istniejące już kosmogonie starożytnego Wschodu (np. te znane w Babilonie czy Fenicji). Świderkówna podkreśla z kolei, że hymn o stworzeniu powstał pod koniec VI wieku lub na początku V wieku p.n.e. w czasie panowania perskiego. Król wielkiego imperium miał wówczas namiestników. Zarządzali oni prowincjami, ale wykonywali swoje zadanie z polecenia i w imieniu króla. Jeżeli człowiek został stworzony na obraz Boga, to jego panowanie – analogicznie – jest panowaniem namiestnika Bożego.
Ten wątek rozwija także ks. Roman Batorski w eseju „Encyklika «Laudato si’» czytana przez biblistę”. Pisze, że człowiek może być panem stworzenia tylko jako obraz Boży, a zatem panowanie jest w istocie służbą, bo przecież „Do Pana należy ziemia” (Ps 24, 1). Batorski zwraca jeszcze uwagę na jeden bardzo istotny aspekt. Owszem, użyte w hebrajskim oryginale słownictwo jest bardzo mocne: „ujarzmiać” (hebr. kabasz), ale w oryginalnym tekście nie ma słowa „sobie”. W tłumaczeniu interlinearnym jest: „napełniajcie ziemię i ujarzmiajcie ją”. Nie dla siebie! Batorski dodaje, że dla niektórych biblistów powodem użycia tak mocnych słów był „obraz sytuacji po grzechu, a szczególnie nawiązanie do czasów powygnaniowego Izraela, który wraca do swojej ojczyzny i zastaje ją zdewastowaną i wymagającą przywrócenia jej ładu, który cechuje Boże stworzenie”. A właśnie powstanie Księgi Rodzaju datuje się na okres powygnaniowy[2].
Ważnym dla mnie tekstem w tym kontekście jest encyklika papieża Franciszka „Laudato si’”. Właściwie cały tekst papieski jest medytacją nad relacją człowieka wobec stworzenia. Papież pisze: „Ingerencja człowieka w przyrodę zawsze miała miejsce, ale przez długi czas była nacechowana towarzyszeniem”[3]. Antropolodzy powiedzą, że większość historii naszego gatunku to okres zbieracko-łowiecki. Jeśli zgodnie z ostatnimi szacunkami uznalibyśmy 300 tysięcy lat temu jako początek homo sapiens, to 97 procent czasu swojego istnienia ludzie prowadzili koczowniczy tryb życia, żywiąc się tym, co upolowali czy zebrali w środowisku. Nie zakłócali w większym stopniu harmonii w stworzeniu – byli w tym podobni do wielu innych gatunków. Dopiero rewolucja neolityczna, która dokonała się na Bliskim Wschodzie ok. 12 tysięcy lat temu, doprowadziła nie tylko do powstania rolnictwa, osadnictwa, cywilizacji, ale też do radykalnej zmiany w relacji człowieka z przyrodą. Stopniowo owa relacja traciła początkową symetrię na rzecz coraz większej dominacji człowieka. Papież dodaje: „Ludzkość nigdy nie miała tyle władzy (…) i nie ma gwarancji, że dobrze ją wykorzysta” (s. 104), a nieco dalej ostrzega: „ogromnemu wzrostowi technologicznemu nie towarzyszył rozwój istoty ludzkiej w odniesieniu do odpowiedzialności, wartości i sumienia” (s. 105).
W rozdziale „Ewangelia stworzenia” Franciszek odnosi się też do omawianego przeze mnie fragmentu z Księgi Rodzaju. Pisze: „Nie jesteśmy Bogiem. Ziemia istniała wcześniej niż my i została nam dana. Pozwala to odpowiedzieć na oskarżenie stawiane myśli judeochrześcijańskiej: mówi się, że ponieważ opis Księgi Rodzaju zachęca nas do «panowania» nad ziemią (Rdz 1, 28), więc sprzyja bezlitosnej eksploatacji natury, przedstawiając dominujący i destrukcyjny obraz człowieka. Nie jest to poprawna interpretacja Biblii, tak jak rozumie ją Kościół. Choć to prawda, że czasami chrześcijanie błędnie interpretowali Pismo Święte, to musimy dziś stanowczo stwierdzić, iż z faktu bycia stworzonymi na Boży obraz i nakazu czynienia sobie ziemi poddaną nie można wywnioskować absolutnego panowania nad innymi stworzeniami. Ważne jest odczytywanie tekstów biblijnych w ich kontekście, we właściwej hermeneutyce, i przypominanie, że zachęcają nas one do «uprawiania i doglądania» ogrodu świata (por. Rdz 2, 15). Podczas gdy «uprawianie» oznacza oranie i kultywowanie, to «doglądanie» oznacza chronienie, strzeżenie, zachowanie, bronienie, czuwanie. Pociąga to za sobą relację odpowiedzialnej wzajemności między człowiekiem a naturą. Każda wspólnota może wziąć z dóbr ziemi to, czego potrzebuje dla przeżycia, ale ma również obowiązek chronienia jej i zapewnienia, by nadal była ona płodna dla przyszłych pokoleń. Bo ostatecznie «do Pana należy ziemia» (por. Ps 24, 1), do Niego należy «ziemia i wszystko, co jest na niej» (Pwt 10, 14)” (s 67).
Dlaczego irytuje mnie hasło tegorocznego Festiwalu? Odpowiedziałabym współczesnym językiem: mem wyrwany z kontekstu i słabo przetłumaczony, wielokrotnie powtarzany, niechcący stał się mottem paradygmatu technokratycznego, symbolem człowieka zawłaszczającego dla siebie całe stworzenie. A przecież dzisiaj jednym z największych wyzwań, któremu musimy sprostać, jest to, jak dokonać nowego przewrotu kopernikańskiego, przejścia od skrajnego antropocentryzmu do widzenia całości. Thomas Berry, pasjonista, ekoteolog i historyk idei, ukuł termin ekozoik dla nowej, przyszłej epoki w historii Ziemi, w której ludzie żyją w harmonii z ekosystemami, a ich relacje z planetą i innymi stworzeniami oparte są na współpracy, szacunku i odpowiedzialności. Oznacza to odejście od paradygmatu dominacji człowieka nad naturą. Zamiast tego człowiek staje się częścią większej wspólnoty życia[4].
Ekozoik to wizja przyszłości, w której ludzkość przestaje działać destrukcyjnie i zaczyna współtworzyć zdrową, stabilną biosferę. Oczywiście wielu powie, że to wizja utopijna. Owszem, ale wskazuje nowy kierunek. Musimy dorosnąć do zrozumienia, że zostaliśmy obdarowani, odkryć w sobie wdzięczność i świadomość, że dar, którym się mądrze dzielimy, nie zużywa się, a pomnaża. Może czas poszukać innego biblijnego cytatu, bardziej odpowiadającego wyzwaniom współczesności?
[1] Zob. Stanisław Jaromi, „Ecologia humana – chrześcijańska odpowiedź na kryzys ekologiczny”, Kraków 2004.
[2] Zob. Roman Batorski, „Encyklika «Laudato si’» czytana przez biblistę”, w: „Kościół i nauka w obliczu ekologicznych wyzwań. Źródła, inspiracje i konteksty encykliki «Laudato si’» ”, red. Jacek Poznański, Stanisław Jaromi, Kraków 2016.
[3] Ojciec Święty Franciszek, “Encyklika «Laudato si’»: w trosce o wspólny dom”, przeł. Krzysztof Stopa, Kraków 2015, s. 106
[4] Publikacje amerykanina Thomasa Berry’ego (1914–2009) są w Polsce mało znane. Opis jego koncepcji ekozoiku zaczerpnęłam z jednej z jego licznych książek “The Great Work” z 1999 roku: “Our own special role, which we will hand on to our children, is that of managing the arduous transition from the terminal Cenozoic to the emerging Ecozoic era, the period when humans will be present to the planet as participating members of the comprehensive Earth community”.
Ewa Smuk-Stratenwerth, z wykształcenia biolożka-antropolożka. Ukończyła studia podyplomowe z filozofii na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II (Religia i Nauka). Z pasji – ekolożka. Współzałożycielka Stowarzyszenia Ekologiczno-Kulturalnego ZIARNO i Ekologicznego Uniwersytetu Ludowego. Współinicjatorka Akcji „Rodzić po Ludzku”. Członkini Ashoki (Ashoka Fellow).
Informacja dotycząca przetwarzania danych osobowych przez administratora: