Julia Tyjewska
„Czyńcie sobie ziemię poddaną”, hasło przewodnie tegorocznej edycji festiwalu Nowe Epifanie, jest interpretowane przez zaproszonych twórców w najróżniejszy sposób. Staje się kluczem do rozmowy o roli człowieka w świecie i jego faktycznych możliwościach. Jak zwracają uwagę twórcy festiwalu, ze słowem „poddać” można polemizować słowem „służyć”. Performans kiss to tell Daniela Kotowskiego odczytuję jako przyjrzenie się napięciu między tymi znaczeniami. Na podstawie parafrazy z Księgi Rodzaju artysta zgłębia pytanie o ludzkie możliwości: ile dostajemy od świata i w jakim stopniu możemy mieć na to wpływ. W przypadku Kotowskiego chodzi o zmysł słuchu: czy da się „poddać sobie” świat nieprzystosowany do osób Głuchych? Gdzie nasze możliwości się kończą?
Performer wchodzi w relację z lustrami. Całując je, obserwując i nieśmiało snując się wokół nich, uosabia je. Każde staje się obiektem pożądania. W ślad za tym padają słowa: „pragnę cię, pragnę ciebie” – niesamowicie mocne w ciemnej, skromnej przestrzeni.
Kluczową rolę w tym studium odgrywa obecna na scenie tłumaczka Polskiego Języka Migowego Weronika Szymańska-Gątarek. W przestrzeni pełnej luster sama stanowi odbicie Kotowskiego. Staje się równoprawną performerką. Gdy on całuje, ona miga cmoknięcia. Gdy on miga, ona mówi. Jej obecność ma jednak podwójne znaczenie. Tłumaczka jest z jednej strony nośnikiem zrozumienia dla widzów niesłyszących i niemigających, z drugiej zaś – ośrodkiem pragnienia. Kotowski skrada się do niej w napięciu, dyszy, miga „pragnę ciebie”. Pożądamy i my – nazywane kolejno: „wiedza, dostępność, język, słyszalność, obecność” to cechy, które reprezentuje tłumaczka, a które zarówno my, widzowie, jak i performer posiadamy wyłącznie w różnych od siebie częściach. Charakter jej obecności destabilizuje typowy podział na scenę, medium i odbiorcę. Element, który na co dzień pozostaje przezroczysty względem materiału dramaturgicznego, u Kotowskiego staje się równoważny z jego własną obecnością. Tak mówi o tym sama Szymańska-Gątarek: „W naszej wieloletniej współpracy z Danielem wytworzyła się taka relacja, że jako tłumaczka jestem narzędziem, którym on się posługuje do swojej komunikacji, do załatwiania swoich spraw z innymi ludźmi, a jednocześnie Daniel jest strażnikiem mojej podmiotowości i zawsze myśli o Weronice obecnej w tłumaczce”.
Jej gest nie jest już jedynie narzędziem komunikacji, lecz nowym działaniem scenicznym. Za pomocą takiego rozszczepienia – na dwa równoległe źródła znaczenia – uwaga widza podąża między nimi, zrównując proces odbioru obu języków. Artyści, wymieniając się gestem i dźwiękiem, uczą odbierać je na nowo.
Od „performerki” nie da się oderwać wzroku. Charyzma Kotowskiego w jego ruchu przeplata się z pozą Szymańskiej-Gątarek; nieustające napięcie między nimi wzmacnia cielesność, która pała z performansu. Tłumaczenie staje się nieusuwalną częścią choreografii. Na pierwszy plan wysuwa się sensualność możliwa do ujęcia za pomocą języka migowego. To, co zazwyczaj niewidzialne, stanowi w tym wypadku kluczową część wydarzenia; oba języki zostają ponownie zweryfikowane pod względem swojego scenicznego potencjału. Gesty artystów odbijają się w dziesiątkach luster na ziemi. Każde z odbić na nowo przypomina o uzurpowanej obecności języka migowego na scenie
kiss to tell podejmuje ważny wątek dotyczący znaczenia tłumaczeń PJM w przestrzeni performatywnej. Bardzo często tłumaczki wnoszą do spektaklu nową jakość, wydobywają znaczenia wcześniej niedostępne. Oczywiste jest znaczenie tłumaczenia dla jakości odbieranego utworu. Zakres włączenia tłumaczeń w proces twórczy w rzeczywistości potrafi się znacznie od siebie różnić. Mówi Szymańska-Gątarek: „Jeżeli zamysł jest taki, że ma ona [tłumaczka – przyp. JT] być integralną częścią, to oczywiście powinna być jak najwcześniej włączona w proces. Daniel od początku próbował ze mną, zapewnił mi scenariusz, mieliśmy nawet przygotowawczy performans z publicznością w grudniu. Był otwarty na wszystkie moje pytania, a nawet różne proponowane rozwiązania związane z językiem polskim. Konsultowałam z nim na bieżąco, co ze mnie wychodzi dźwiękowo na próbach; czy to jest zgodne z tym, jaki ma zamysł. W rzeczywistości to, co zrobił Daniel, jest rzadką sytuacją, być może nawet jedyną w takim zakresie współpracy. Zwykle dostajemy scenariusz, nagranie spektaklu (jeśli jest dostępne) i możemy przyjść obejrzeć próbę. W większości sytuacji tłumacz jest dodany na końcu przez samą instytucję, a twórcy są słyszący i nie rozumieją tłumaczenia. Nierzadko dla reżysera tłumacz języka migowego jest nagłą przeszkodą psującą obrazek. Wtedy jesteśmy proszeni o stanięcie jak najbliżej ściany, żeby być jak najdalej od sceny. Wywołuje to tzn. efekt ping-ponga u Głuchych odbiorców, ponieważ ciągle muszą błądzić wzrokiem na prawo i lewo. Wtedy nie da się objąć wzrokiem aktorów i tłumacza jednocześnie”.
Warto pamiętać, że dotyczy to także języka migowego. Warsztat polskich tłumaczek, choć niezbędny, jest przeważnie omijany w analizie.
Pytam Weronikę również o to, jak dużo myśli w spektaklu o sobie i swojej roli. Jak często myśli o tym na co dzień w swojej pracy? „Ciągle – odpowiada. – Uważam, że w pracy tłumacza najważniejsza jest autorefleksja, ponieważ to, kim jest dobry tłumacz PJM podlega ciągłej negocjacji i przekształca się w czasie. Natomiast w tym perfo dla mnie rzeczywistość przenika się z tym, co fikcyjne i zaplanowane, ponieważ jestem jakimś rodzajem wymyślonej reprezentacji tłumacza, ale wciąż pozostaję prawdziwą tłumaczką”.
Kotowski uczy nas pożądać ich warsztatu. Przypieczętowaniem jest finałowy pocałunek z widowni – zaproszenie nas do współuczestnictwa i dalszej nauki inkluzywności.
Fot. Marek Zimakiewicz
Informacja dotycząca przetwarzania danych osobowych przez administratora: