Julia Tyjewska
Na ścianach white boxu wita widzów maksyma Zakonu Krzyżackiego: „Helfen, wehren, heilen”. Gdy znika, na scenę wbiegają polscy rycerze. Przyodziani w zbroje – spodenki, nakolanniki i srebrne puchówki – rozpoczynają taneczną sekwencję, która kojarzy się przede wszystkim z piłkarską rozgrzewką. Nie bez przyczyny. Szybko okaże się, że obrońcy polskiej sprawy to przede wszystkim dobre chłopaki; na meczu Pogoni odnaleźliby się równie dobrze, co na dworze księżnej. Jan Klata podkreśla popularny charakter powieści Henryka Sienkiewicza. Jego Krzyżacy, zaadaptowani we współpracy z Ishbel Szatrawską, to próba znalezienia cech narodu polskiego przekraczających czas. Stąd kluczowy staje się właśnie współczesny prosty chłopak, a jego ucieleśnieniem – Zbyszko z Bogdańca. Utalentowany, odważny, choć młody i naiwny. Zbyszko swoje potrzeby – rozpoczęcia bójki i te natury fizycznej – lokuje w Danusi, córce Juranda ze Spychowa. Dziewczyna w białej sukience śpiewa piosenkę, która staje się jej leitmotivem. Oczarowany występem Zbyszko obiecuje jej pióra z krzyżackich hełmów. Jego wybranka jest czysta jak śnieg, który nie przestaje padać do finału spektaklu. Tak rozpoczyna się wielka historia opowiedziana na nowo.
Zdaniem Klaty, najważniejsza powieść narodowa. Czemu najważniejsza? Bo swoja. A czemu swoja? Bo znajoma w polskich kompleksach do Niemców. Rycerze Zakonu Krzyżackiego mówią do siebie z akcentem rodem z kabaretu; piękną polszczyzną kamuflują się przed Danusią. Rozwiązanie wydaje się skuteczne, ponieważ salwy śmiechu na widowni dorównują tym kabaretowym. Tekst utworu, zachowany w oryginalnym brzmieniu, dobrze pracuje ze współczesnym językiem scenicznym. Reżyser zdaje się mrugać okiem do widza, powtarzając “a nie mówiłem?”, gdy Zbyszko poluje na tura do techno.
Całość jest jednak piękna. Zbyszko z Jagienką znajdują Juranda okaleczonego: bez oczu, języka i prawej ręki. Staje przed nimi w pozycji ukrzyżowania. Na projekcji migają druty obozu w Auschwitz. Ciało Juranda zmienia się w swastykę. W upiornym tańcu miesza się porządek komediowy z tragiczną historią bohaterów. Śnieg pada na jego prawie nagie ciało. W spektaklu dopowiedziane są także szczegóły tortur, jakich Danusia doświadcza z rąk Krzyżaków – ważny ukłon w stronę kobiet i ich związanych z przemocą herstorii. Za bohaterami powiewają flagi państw dotkniętych wojną. To mocny obraz historii, która powtarza się wciąż na nowo: w Malborku X wieku, w XX-wiecznych obozach zagłady, w Palestynie.
Jednak sposób połączenia powyższych wątków wydaje mi się naiwny. Liczne przywołania Auschwitz w projekcjach Natana Brekowicza spotykają się z ostentacyjnie wyciągniętymi z tekstu Sienkiewicza zdaniami o Palestynie. Nie wystarcza przestrzeni na zagłębienie się w niuanse w powiązaniu Holokaustu z kwestią terytorium Palestyny i ludobójstwem w Gazie. Kim dla Jana Klaty są Krzyżacy – czy wyłącznie znienawidzonymi Niemcami? Wierzę, że nie. Nie mam jednak poczucia, że odpowiedź na to pytanie jest kluczowa. Z ogromu cierpienia wygrzebujemy się szybko poprzez gagi i spektakularną bitwę pod Grunwaldem do metalowego utworu Polskie chłopy. Żałoba, przekraczająca nie tylko granice tekstu Sienkiewicza, ale i naszego kraju (co być może spełnia fantazję o konkurowaniu z Faustem) wpycha się z powrotem do ścian białego pudełka.
Nie mogę jednak winić twórców za niechęć w pogłębianiu tych tematów. Kto mógł przewidzieć klimat polityczny i tempo, w jakim świat zmienił się od premiery we wrześniu ubiegłego roku? Nie wątpię w wartość współczesnej inscenizacji Krzyżaków. Zastanawia mnie jednak, czy da się nie być przy tym anachronicznym. Historia goni nas i wpędza w przeszłość. Wielka Wojna, której nie może doczekać się Zbyszko, pada jako ostrzeżenie z ust współczesnych polityków. Być może istnieje słuszność w naiwnej potyczce naszych polskich chłopów – bezpiecznej, bo w przerwie sprzątnęli sztuczny śnieg.
Fot. Marta Ankiersztejn
Informacja dotycząca przetwarzania danych osobowych przez administratora: