Karolina Gołębiewska
Idąc do Teatru Powszechnego, gdzie podczas tegorocznych Nowych Epifanii ma być zaprezentowana Trąbka do słuchania, jestem pełna obaw. Moje niepokoje wiążą się z przeszłością „teatru, który się wtrąca” i jego kompatybilnością z festiwalem, któremu przyświeca List do artystów papieża Polaka. Chyba nikomu nie muszę przypominać sceny z Klątwy Olivera Frljicia, w której jest profanowany pomnik JPII. Do momentu wejścia na widownię wątpliwości mnie nie opuszczają. Jednak ani organizatorzy festiwalu, ani spektakl mnie nie zawodzą. Chcąc pogodzić kontrasty (Teatr Powszechny i Nowe Epifanie), rozpatruję Trąbkę do słuchania w kontekście papieskiego nauczania. Głównymi bohaterkami przedstawieniaz Wrocławskiego Teatru Współczesnego są… stare kobiety. Dla tych, którzy znają przesłanie Karola Wojtyły, nie jest to temat obcy.
Weronika Szczawińska (reżyseria) i Piotr Wawer jr. (adaptacja i dramaturgia)biorą na warsztat surrealistyczną powieść Leonory Carrington, której główną bohaterką jest Marion Leatherby (Anna Błaut). To nowoprzybyła pensjonariuszka w przytułku dla starszych ludzi o nazwie Źródło Braterskiego Światła. Rodzina oddaje tam kobietę, uznając ją za uprzykrzenie codzienności. Za sprawą Doktora Gambita (Dominik Smaruj) i jego żony (Julia Gadzina) w Źródle panuje surowa dyscyplina. Takie zachowanie Leatherbych stoi w sprzeczności z powołaniem rodziny, która „jest kolebką życia i miłości, gdzie człowiek «rodzi się» i «wzrasta», jest podstawową komórką społeczeństwa”[1]. Porzucenie Marion przez najbliższych w świetle myśli Jana Pawła II jest uznawane za rodzaj przemocy. Mówiąc słowami samego papieża: „Istota ludzka, jeśli nie jest uznana i kochana na miarę jej godności żywego obrazu Boga (por. Rdz 1, 26), narażona jest na najbardziej upokarzające i wynaturzone akty «uprzedmiotowienia», w wyniku których dostaje się w niewolę silniejszego”[2]. Dlatego tak silne jest małżeństwo Gambitów. Zagłusza potrzeby kobiet, które Szczawińska opisała słowami: empatia, doświadczenie, dzikie poczucie humoru, ekscentryzm[3].
Zespół aktorski jest poprowadzony w stronę komedii i slapsticku. Obie style ściśle korespondują z życiem i charakterem bohaterek. Wśród nich znajdują się m.in.: Maude Somers (Krzysztof Boczkowski), która w rzeczywistości jest Arturem Somersem, nowojorskim dealerem-antykwariuszem, dla którego przebranie się za kobietę jest przykrywką. Obok niej obserwuję ubraną po męsku w przedziwną zbroję 82-latkę Annę Wertz (Irenę Rybicką). Annę swoim męstwem przewyższa francuska markiza Claude de Checherelle (Magdalena Taranta), która zamieszkuje muchomor i niczym mantrę wspomina doświadczenie wojny.
Barwne i jaskrawe usposobienie bohaterek autentycznie i szczerze odzwierciedla strona wizualna. Marta Szypulska, autorka scenografii, kostiumów i światła, tworzy świat obszerny w swojej kameralności, pełen ciepła w obliczu chłodu i niezrozumienia bohaterek przez Gambitów. Nad głowami aktorek i aktorów rozpościera się namiot-baldachim skomponowany z konstelacji odzieży, zaczynając od ubrań, kończąc na bieliźnie. Jak ubrania tworzące tekstylny nieboskłon są codzienne, tak ubrania osób dramatu są ekscentrycznie szykowne w swojej „babciności”. W kostiumach przeważają ciepłe, dziergane koce i nakrycia głowy (czapki, kaptury), firanki, falbanki. Jednym zdaniem – wszystko to, co stereotypowo jest kojarzone z kobiecą starością, a co stoi w zupełnej sprzeczności z temperamentem kobiecych postaci Trąbki… Aurę magiczności dopełnia światło zarówno to „wypływające” z odzieżowego baldachimu, jak i krąg światła wydobywający się z wnęki w podłodze.
Kobiety uciekają w rzeczywistość surrealną, która zapewnia im poczucie wolności i możliwość pełnowymiarowej ekspresji. Ten wątek otwiera legenda o św. Graalu. Dotarcie – dosłowne i w przenośni – do Graala umożliwia bohaterkom obraz przedstawiający… mrugającą okiem zakonnicę. W folklorystycznej ramie stoi unieruchomiona przez dużą część spektaklu para. Zmarła w XVIII w. Dona Rosalinda Alvarez Cruz della Cueva (Anna Kulińska-Kieca) wraz z biskupem Treve-les-Freles (Mariusz Bąkowski) pobudzają wyobraźnię nie tylko pensjonariuszek, ale także widzek i widzów. O losach tej dwójki, którzy próbują odzyskać Graala z rąk templariuszy, donosi Bard / listonosz Taliesin (w tej roli również Julia Gadzina). Postać ta skupia w sobie pierwiastki slapstickui skeczu, które występują w Trąbce do słuchania od początku do końca. Przygoda pod przewodnictwem barda wzbogaca spektakl o nadzwyczajność tak bardzo charakterystyczną dla średniowiecznych legend. Bohaterką takiej legendy jest sama Dona Rosalinda, której zwłoki po komicznej śmierci pachną kwiatami. Zaznajomieni z żywotami Świętych pewnie doskonale pamiętają Ritę z Cascii, której ciało przez kilkaset lat wydzielało słodkawy zapach. To zatem nadzwyczajność, która raczej nie powinna dziwić.
Kres niesamowitości kładzie niespodziewana śmierć Maude Somers, która została otruta przez Werę van Tocht (Beata Rakowska) i Nataszę Gonzales (Dominika Probachta). Wydarzenie to staje się pretekstem do buntu pensjonariuszek i uświadomienia w ten sposób właścicielom pensjonatu autonomii kobiet. Jednocześnie światło ukazuje swoją wielofunkcyjność. Umieszczony w podłodze reflektor przestaje być po prostu elementem technicznym, a staje się kotłem, w którym przyprawia się śmiercionośny budyń. Same pensjonariuszki podejmują się strajku głodowego przeciwko władzy Gambitów. Z pomocą buntowniczkom przychodzi ekscentryczna Carmela Velasquez (Lina Wosik), intelektualistka i przyjaciółka Marion. Kobieta organizuje swoim przyjaciółkom żywność, wykazując tym swoją solidarność z innymi kobietami.
Wyreżyserowana przez Weronikę Szczawińską Trąbka do słuchania przy swojej wizualnej lekkości i fabularnym komizmie jest w gruncie rzeczy spektaklem monumentalnym – zarówno w aspekcie wykorzystania przestrzeni, jak i licznej, 13-osobowej obsady. Myślę, że owa lekkość wpływa korzystnie na wydźwięk spektaklu, który – koniec końców – porusza bardzo aktualny i żywy temat starości i kondycji starszych ludzi w społeczeństwie. Jak napisał Jan Paweł II: „To, że dziś w wielu krajach wzrasta liczba ludzi starych i że obniża się granica wieku emerytalnego, otwiera przed ludźmi starszymi nowe możliwości kontynuowania przez nich pracy apostolskiej, którą winni oni odważnie podejmować, pokonując w zdecydowany sposób pokusy nostalgicznego zamykania się we wspomnieniach z przeszłości (…) winni coraz jaśniej sobie uświadamiać, że ich rola w Kościele i w społeczeństwie nie kończy się z wiekiem, lecz jedynie przybiera nową formę. (…) Pragnę powtórzyć tutaj to, co powiedziałem podczas Jubileuszu ludzi starszych: „Wejście w tak zwany «trzeci wiek» należy uznać za przywilej nie tylko dlatego, że nie wszyscy mają szczęście przekroczyć ten próg, ale także i przede wszystkim dlatego, że jest to okres, w którym można lepiej przemyśleć i ocenić przeszłość, głębiej poznać i przeżyć tajemnicę paschalną, stać się w Kościele wzorem dla całego Ludu Bożego (…)”[4].
Niewątpliwie bohaterki Trąbki do słuchania czynią przywilej i zaletę ze swojego podeszłego wieku, który przestaje być dla nich przeszkodą, a staje się sposobnością do rozwijania swoich relacji z innymi, walki o swoją godność, a przede wszystkim – prawa do snucia marzeń i dobrej zabawy. W końcu tytułowa trąbką, w którą zaopatrzono Marion, jest „do słuchania” tak samo jak „do słuchania” są potrzeby ludzi starszych.
[1] Jan Paweł II, Christifideles laici, https://www.vatican.va/content/john-paul-ii/pl/apost_exhortations/documents/hf_jp-ii_exh_30121988_christifideles-laici.html [dostęp: 24 marca 2026].
[2] Tamże.
[3] Komediowa historia o apokalipsie, z Weroniką Szczawińską i Piotrem Wawrem jr. rozmawia Michał Hernes,https://pisarze.pl/2023/05/02/weronika-szczawinska-i-piotr-wawer-komediowa-historia-o-radosnej-apokalipsie/ [dostęp: 31 marca 2026].
[4] Jan Paweł II, Christifideles laici, dz. cyt..
Fot. Marta Ankiersztejn
Informacja dotycząca przetwarzania danych osobowych przez administratora: