Paweł Paryż
Poruszony las to kolejne taneczne przedstawienie na Nowych Epifaniach, jednak zupełnie innego rodzaju niż prezentowany w pierwszy weekend festiwalu Bioland. Spektakl w reżyserii i choreografii Anny Rubiroli to mianowicie przykład tak zwanego teatru najnajowego, czyli przeznaczonego dla najmłodszych dzieci. To chyba jeden z najmniej znanych i najbardziej nieodkrytych rodzajów teatru, czemu nie ma się co dziwić, skoro jest przeznaczony dla tak wąskiej grupy widzów. Sam pierwszy raz miałem z nim do czynienia dopiero niedawno, kiedy w styczniu 2026 roku jako recenzent brałem udział w Festiwalu Najnajowy Showcase w Teatrze Baj.
Spektakl Olsztyńskiego Teatru Tańca zaprasza dzieci i rodziców do wspólnego odkrywania przyrody i jej niezwykłości. Scenografia jest bardzo prosta – podłogę pokrywa miły w dotyku, zielony materiał. Na nim siadają widzowie, do których następnie dołączają tancerki Anna Janczarek, Lidia Zygadło i Magda Gajzmer. Wykonywane przez nie układy są proste a efektowne. Zwinność ich ruchów przyciąga uwagę i zdaje się szczerze interesować małych widzów.
W ciągu spektaklu tancerki coraz bardziej zacierają granicę między sobą a widzami i często zapraszają dzieci do wspólnej aktywności. Zapadło mi w pamięć, jak w jednej z ostatnich sekwencji spektaklu – niczym robaczki świętojańskie – tańczyły z przyczepionymi do kostiumów małymi lampkami. Nieraz zbliżały się wtedy do dzieci i pozwalały im oglądać światełka z bliska, a także ich dotykać.
Poruszony las wzorowo wypełnił założenia spektaklu najnajowego – oferował bardzo wiele zmysłowych wrażeń, a jednocześnie nie przebodźcowywał. Przeważały tu doznania wzrokowe. Poza najważniejszym elementem, czyli tańcem, uwagę zwracała wspomniana już scenografia, prosta, lecz ciekawie pomyślana. Zielony materiał pełnił wiele funkcji i przechodził różnorakie przemiany. Na początku zwyczajnie leżał na podłodze – służył po prostu do tego, by na nim usiąść, wyznaczał też przestrzeń spektaklu. W dalszej części spektaklu doczepiono do niego zwisające z sufitu linki i za ich pomocą uniesiono go, tym samym tworząc na zmianę dwie zielone górki. Potem zaproszono widzów na środek i uniesiono krawędzie, tym samym mocno zawężając przestrzeń. W końcu trzeba było zejść z materiału, a wtedy cały podniósł się tak wysoko, że można było przechodzić pod nim i oglądać go od spodu. Jednocześnie oświetlenie rzucane na materiał tworzyło na podłodze ażurowe wzory. Proste, opierające się na zmienności przestrzeni tricki wzbudzały w małych widzach ciekawość i zachęcały je i bliskich im dorosłych do wspólnej zabawy.
Miłe wrażenia słuchowe zapewniła muzyka Oriola Roci. Opierała się na kojących brzmieniach oraz chwytliwych, powtarzalnych motywach. Była ilustracyjna, ale charakterystyczna; odgrywała dużą rolę w tworzeniu spokojnej, przyjaznej atmosfery spektaklu.
Tak jak w niemal każdym spektaklu dla najmłodszych, scenografii i rekwizytów można było dotykać. Tancerki dostarczały dzieciom różne rzeczy, którymi można było się pobawić, chociażby sznurki zwinięte w kłębek. Dzieci mogły je dotykać, rzucać nimi, rozwijać je.
Gdybym miał wskazać jedną wadę (czy może bardziej niedociągnięcie), wymieniłbym tylko jedno – motyw odkrywania przyrody i poznawania jej uroków nie tyle się po drodze zagubił, co w ogóle ledwo zaistniał. Być może nie rozumiem do końca tego rodzaju teatru, niemniej wydaje mi się, że zielona scenografia, zielone kostiumy i światełka to trochę za mało, by mówić o ekologicznym przekazie czy walorze edukacyjnym. Nie wiem, czy małe dzieci zrozumiały coś, co jest zbyt symbolicznie zarysowane. Myślę, że dla nich była to niecodzienna forma zabawy, jednak nie sądzę, by spektakl mógł już wpłynąć na ich postrzeganie natury.
Niemniej Poruszony las to dobrze zrealizowany spektakl najnajowy. Udało mu się dostarczyć przyjemności zarówno małym, jak i dużym. Mam nadzieję, że uczestniczące w Rodzinnych Nowych Epifaniach maluchy w przyszłości będą nadal równie chętnie odkrywać świat teatru.
Fot. Karolina Sołtys
Informacja dotycząca przetwarzania danych osobowych przez administratora: