Bartosz Wieczorek
Wydział Teologiczny, Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie
Władca czy opiekun? Chrześcijańska opowieść o człowieku i naturze
Władca czy opiekun? To pytanie od wieków towarzyszy chrześcijańskiej refleksji nad relacją człowieka z naturą. Czy centralna pozycja człowieka w świecie oznacza dominację, czy odpowiedzialną troskę? W tym napięciu rodzi się nasza opowieść o człowieku, który uczy się być nie panem, lecz opiekunem, i o naturze, która oczekuje mądrości i czułej troski.
W dzisiejszym świecie chrześcijańska opowieść o naturze brzmi jednocześnie znajomo i obco. Znajomo – bo zaczyna się w rajskim ogrodzie, wśród drzew, rzek i zwierząt, gdzie człowiek otrzymuje od Boga zadanie „czynienia sobie Ziemi poddanej”. Obco – bo współczesne ucho słyszy często w tych słowach echo dominacji. A przecież ten biblijny nakaz nie rodzi się z żądzy panowania, lecz z logiki daru: Ziemia nie jest trofeum, ale powierzonym ogrodem, który ma rozkwitać dzięki ludzkiej mądrości. Właśnie tu rodzi się napięcie: czy człowiek ma być władcą, czy „ogrodnikiem” świata? I czy chrześcijaństwo może jeszcze dziś zaproponować język, który pojedna duchowość z odpowiedzialnością ekologiczną, nie popadając ani w pogańskie uwielbienie natury, ani w technokratyczny chłód nowoczesności? To pytania, od których zaczyna się ta opowieść.
Człowiek i natura
Od lat chrześcijańska myśl zmaga się z wyzwaniem: jak odzyskać dla wiary troskę o świat stworzony. Z jednej strony – wydaje się to czymś oczywistym, skoro Biblia od pierwszych stron mówi o świecie jako o dziele Boga, pulsującym Jego chwałą. Z drugiej – praktyka zdradza pewien chłód; coś, co można nazwać praktycznym nihilizmem wobec natury. Jakby stworzenie było tylko tłem dramatu zbawienia, nieistotnym dodatkiem do losów człowieka.
Pojęcie natury chrześcijaństwo odziedziczyło po starożytnych – ideę wymyślili przedsokratyczni filozofowie greccy. Zauważyli, że wielość istniejących rzeczy tworzy pewną jedność, którą można określić wspólną nazwą i poddać badaniu. (Był to jeden z etapów odczarowywania świata). Opierając się na tym, Arystoteles rozróżnił niebo jako stały świat gwiazd i naturę jako zmienny świat ziemski. Podał też siedem znaczeń terminu natura. Według jednego z nich, które bliskie stanie się też chrześcijańskiemu średniowieczu, natura złożona z czterech elementów jest zasadą porządku świata podksiężycowego i przez to jest łącznikiem między tym światem a Bogiem. Zwróćmy jednak uwagę na istotną różnicę między podejściem greckim a biblijnym, z którego wyrasta chrześcijaństwo.
Greckie początki
Grecki świat nie zaczyna się od aktu stworzenia. Zeus, choć potężny, nie jest ani architektem kosmosu, ani dawcą życia; jest raczej władcą zastanego królestwa. Człowiek pojawia się w tym świecie nie jako dzieło boskiej woli, lecz jako byt włączony w kosmiczny porządek, ale nie wyniesiony ponad niego. Nie śmie więc oczekiwać, że modlitwa otworzy mu drogę do zażyłości z bogiem. Wie, że nad jego losem czuwa coś starszego niż Zeus: moira, przeznaczenie, które wyznacza każdemu długość „czasu darowanego” – czasu, który kończy się wraz z przecięciem nici życia przez boginie losu.
W greckim doświadczeniu istnienie jest kruche, ulotne jak liść opadający z drzewa – „nietrwałe liście”, powiada Homer, pozwalając, by obraz stał się diagnozą kondycji ludzkiej. Nawet śmierć nie daje ulgi: nie jest bramą ku pełni, lecz przedłużeniem życia w zubożałej, bladej postaci.
A jednak Grecy potrafili z tej kruchości wydobyć osobliwą mądrość. Pojęli, że najpewniejszym sposobem wyrwania się z kręgu czasu jest korzystanie z bogactwa przeżywanej chwili. Dokonuje się u nich sakralizacja ludzkiej skończoności i banalności istnienia „zwyczajnego”. Życie ludzkie podległe jest wprawdzie siłom natury, a przede wszystkim nieuchronnemu cyklowi narodzin i śmierci, z którego nie ma wyjścia, ale szczęście można osiągnąć w cieszeniu się każdą chwilą.
Grecki świat wpisany jest nieuchronnie w rytm natury. Życie człowieka, podobnie jak życie bogów, pozostaje częścią kosmicznej dynamiki narodzin i zaników. Czas nie biegnie naprzód jak strzała – krąży. Pory roku wracają, cykle życia powtarzają się, świat odradza się po każdym upadku. Nie ma pierwszego początku ani ostatecznego końca; nie istnieje „koniec czasów” w sensie linearnym, bo kosmos nie zmierza ku jakiejś kulminacji, lecz powtarza swój odwieczny rytm. Regeneracja, a nie finał; odnowa, a nie rozwiązanie. To właśnie w tej cyklicznej wizji czasu i natury odbija się grecka intuicja istnienia: świat jest wieczny w swoim powrocie, człowiek – kruchy w swojej chwili.
Izrael i chrześcijaństwo
Idea jednorazowego stworzenia świata przez Boga wraz z linearną koncepcją czasu i historią zmierzającą do określonego celu stanowi głęboką przemianę metafizyczną, którą zapoczątkowuje judaizm. Idea ta przeniknie do chrześcijaństwa, islamu, zachodniej filozofii dziejów (np. u Hegla) czy nowożytnego pojęcia postępu. Będzie stanowić kluczowy etap odczarowywania natury.
Od tego czasu lasy, polanki, gaje, jeziora, źródła i strumyki przestają być powoli miejscami, gdzie zamieszkują duchy czy cudowne postacie związane z naturą, życie ludzkie wyzwala się z rytmu natury, uzyskując indywidualny sens w relacji do transcendentnego Stwórcy, którego obraz każdy nosi w sobie. Człowiek nie jest już jednym z wielu elementów natury wpisanym w jej powtarzalny rytm; zostaje wywołany z tego cyklu i obdarzony indywidualnym sensem, który wypływa z relacji do transcendentnego Stwórcy. Nosi w sobie Jego obraz – i to właśnie ten obraz staje się źródłem jego godności, wolności i odpowiedzialności.
Religia w swoim pierwotnym, dziewiczym stanie jest decyzją o „rozpuszczeniu się” w przyrodzie, o stopieniu ludzkiej egzystencji z kosmicznym rytmem. Chrześcijaństwo idzie w przeciwną stronę: uznając człowieka za istotę cielesno-duchową, wynosi duszę ponad materialny pierwiastek i strzeże jej wolności wobec determinujących ją sił natury. To nie ucieczka od świata, lecz nowy sposób jego rozumienia – świat nie jest już boskim żywiołem, ale powierzonym darem.
Sprzeciw
Max Weber wykazał, że proces racjonalizacji, który działał od początku powstania cywilizacji, prowadził do „odczarowania” świata. Im bardziej postępowało racjonalne, logiczne, a wreszcie naukowe myślenie, tym bardziej świat tracił swoją „magiczną aurę”, stając się środowiskiem, sceną życia służącą człowiekowi. A wraz z nadejściem nowoczesności i rewolucji kartezjańskiej człowiek „ogłosił się” panem i władcą natury. Od dziesięciolecia rośnie jednak w kulturze zachodniej nurt sprzeciwu wobec takiego podejścia. Jednym z jego przejawów jest alternatywna religijność holistyczna, opierająca się na przekonaniu o istnieniu rzeczywistości pozazmysłowej, niedostępnej racjonalnemu myśleniu i metodom naukowym. Rozwija się poza dominującymi tradycjami religijnymi i dąży do przełamania dualizmu ciała i duszy oraz natury i boskości.
Źródło tej alternatywnej, nowej duchowości i religijności wypływa z kontrkultury lat sześćdziesiątych, która położyła nacisk na poszukiwanie przebudzenia świadomości oraz tworzenie wspólnot nowego rodzaju. Amerykańska, a następnie europejska młodzież odrzuciła nowoczesny indywidualizm i utylitaryzm jako ograniczające i niewystarczające do osiągnięcia prawdziwego szczęścia, utożsamianego wcześniej z kapitalistycznie pojmowanym dobrobytem. W ten sposób dążenie do sukcesu społecznego zostało zastąpione potrzebą wewnętrznej samorealizacji, eksploatacja natury – poszukiwaniem więzi z kosmosem, instytucjonalizm religijny – kontaktem z duchowym mistrzem, a nadmierna intelektualizacja – dążeniem do integracji duszy i ciała.
W chrześcijaństwie również dokonała się głęboka przemiana spojrzenia na świat natury. Jej najbardziej wyrazistym znakiem jest dziś z pewnością encyklika „Laudato si’” papieża Franciszka – tekst, który swym tytułem nawiązuje do pierwszych słów „Pieśni słonecznej” świętego Franciszka z Asyżu, chyba najbardziej ekologicznej postaci w całej chrześcijańskiej tradycji. To powrót do duchowości, która widzi w stworzeniu nie zasób, lecz brata i siostrę.
Średniowieczne jaskółki
W dziejach chrześcijaństwa były chwile, kiedy natura stawała się szczególnym obiektem zainteresowania. Przykładem jest średniowieczna (XI–XII w.) szkoła w Chartres, której przedstawiciele próbowali interpretować świat, odwołując się do fragmentów Timajosa Platona oraz biblijnej Księgi Rodzaju. Według Bernarda Silvestrisa (zm. 1178) natura jest „córką” Bożej Opatrzności, łącznikiem między mikrokosmosem (człowiekiem) a makrokosmosem. Natura nie jest jedynie tłem kosmosu ani bezosobową siłą. To postać pośrednicząca między światem boskim a ludzkim, powołana, by współtworzyć porządek rzeczy. To na jej prośbę rozpoczyna się proces formowania świata, który Opatrzność obdarza strukturą, a Natura – życiem i ruchem. Otrzymuje ona również zadanie szczególne: zjednoczyć w człowieku to, co cielesne, z tym, co duchowe, na wzór boskiej harmonii. W ten sposób staje się łącznikiem między mikrokosmosem a makrokosmosem – pomostem, dzięki któremu kosmos i człowiek odbijają się w sobie nawzajem.
Z niczym jednak, poza świętym Franciszkiem z Asyżu, w tradycji chrześcijańskiej nie da się porównać miejsca i roli natury, jaką przypisuje jej Hildegarda z Bingen (zm. 1179). Jej wizja stworzenia przez Boga przypomina aktywność ogrodnika: zanim założy ogród, dobiera odpowiedni czas i miejsce, starannie wybiera rośliny i drzewa tak, by dawały pożytek, cieszyły oko i wydzielały przyjemny zapach. Podobnie, według przeorycy z Bingen, Bóg – wielki filozof i wybitny artysta (magnus philosophus et profundus artifex) – przygotowuje „uprawę” świata, dbając o to, by przynosiła obfite owoce i była chroniona przed szkodliwymi wpływami. Natura staje się w jej ujęciu wielkim dziełem Bożym, domem, który Bóg z najwyższą starannością i artyzmem urządza dla człowieka i wszystkich stworzeń. W najdrobniejszych szczegółach przepełniona jest Bożą obecnością i, niczym w platońskim związku dobra z pięknem, ukazuje widzialność Boga. Papież Benedykt XVI wyniósł ją do rangi Doktora Kościoła, podkreślając jej wielką „miłość do stworzenia”.
Z kolei wizja świata świętego Franciszka z Asyżu (zm. 1226) wyrasta z braterskiej miłości do ludzi – zwłaszcza najsłabszych – i z przekonania, że odpowiedzialne dzielenie się dobrami oraz życie w prostocie przywracają harmonię zarówno człowiekowi, jak i całemu stworzeniu. Świat przyrody nie jest zasobem, lecz darem Boga. Jego miłość do natury wynika z wizji Boga jako bliskiego i pokornego Ojca, którego dobroć przenika cały świat, czyniąc wszystkie istoty rodzeństwem w jednej rodzinie. Z tego ducha wyrasta także głęboka więź Franciszka z naturą, w której dostrzega on autonomiczną godność i objawienie Bożego ładu, czyniąc z braterstwa z całym światem fundament etyki obejmującej zarówno ludzi, jak i rośliny i zwierzęta. „Pochwalony bądź, mój Panie, przez siostrę naszą, matkę ziemię, która nas żywi i chowa, wydaje różne owoce z barwnymi kwiatami i trawami[1]” – czytamy w jego „Hymnie stworzenia”. Każda cząstka kosmosu – słońce, gwiazdy, woda, ziemia, powietrze – staje się tu „bratem” lub „siostrą”, zapraszając do wspólnego uwielbienia Stwórcy. Ta święta pokora wobec stworzenia, uznanie jego godności i autonomii, otwiera drogę do nowego stylu życia: takiego, w którym człowiek – odkupiony i świadomy – nie tylko korzysta, ale troszczy się, służy i współistnieje w harmonii z całym stworzeniem. W tym sensie ekologia staje się nie techniczną dziedziną, lecz duchowym powołaniem – odpowiedzią na biblijne powierzenie człowiekowi troski o Ziemię. W obliczu kryzysu ekologicznego to chrześcijańskie wezwanie do braterstwa, wdzięczności i odpowiedzialności nabiera dziś szczególnej wagi.
Nauczanie oficjalne
W nauczaniu ostatnich papieży swoisty zwrot ekologiczny widać w przypadku Jana Pawła II i Franciszka. Jan Paweł II (zm. 2005) rozwija intuicje Jana XXIII i Pawła VI, którzy jako pierwsi mocno powiązali kryzys duchowy i społeczny z narastającymi problemami ekologicznymi oraz wskazywali na moralny obowiązek wspólnotowej odpowiedzialności za zasoby Ziemi. „Tymczasem Stwórca chciał, aby człowiek obcował z przyrodą jako jej rozumny i szlachetny «pan» i «stróż», a nie jako bezwzględny «eksploatator»”[2] – pisał polski papież. W orędziu na Światowy Dzień Pokoju z 1990 roku papież stwierdza, że należy traktować „odpowiedzialność za ład wewnątrz stworzenia i swoje obowiązki względem natury i Stwórcy jako element swojej wiary”[3].
We wspomnianej encyklice „Laudato si’” Franciszek (zm. 2025) pokazuje z kolei, że dziś – wskutek rabunkowej eksploatacji, konsumpcjonizmu i globalnego rozwoju – matka-Ziemia jęczy: gleby ulegają erozji, wody i powietrze zanieczyszczeniu, a życie wielu gatunków i ludzi zostaje zagrożone. Pierwsza w całości poświęcona ekologii encyklika nie ogranicza się do ekologii w wąskim sensie – to apel o nową postawę: o „ekologię integralną”, która łączy troskę o naturę z troską o człowieka, sprawiedliwością społeczną i przyszłymi pokoleniami. Papież przypomina, że degradacja środowiska często uderza najbardziej w najuboższych – podważa więc nie tylko równowagę przyrody, ale i sprawiedliwość ludzką. W tym kontekście dokument potępia kulturę „nieuporządkowanego wykorzystania rzeczy”, napędzaną przez bezrefleksyjny konsumpcjonizm i szybki rozwój, często oderwany od głębszych wartości. Zamiast niej przedstawia alternatywę: styl życia zakorzeniony w pokorze, prostocie i odpowiedzialności.
Wyjątkowe zaangażowanie w kwestię ekologiczną wykazuje też Bartłomiej I, prawosławny patriarcha Konstantynopola, honorowy przywódca wschodniego chrześcijaństwa. Dla niego ziemia to nie tylko świat, przestrzeń fizyczna, ale przede wszystkim kosmos, czyli pięknie i rozumnie uporządkowana harmonia stworzeń Bożych. Swoje rozumienie natury czerpie z głębokiego odczytania Księgi Rodzaju. Wedle niej Bóg osadził człowieka w ogrodzie Eden, aby „uprawiał go i doglądał” (Rdz 2, 15). Jest to więc relacja dynamiczna – człowiek nie miał tylko rozkoszować się światem, ale miał go strzec, doglądać i rozwijać ukryte w nim możliwości. Staje się to jeszcze jaśniejsze, gdy wczytamy się w polecenie dane pierwszej ludzkiej parze: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi” (Rdz 1, 28). Nie zrozumiemy dobrze tego polecenia, jeżeli nie osadzimy go we właściwym kontekście, jakim jest nauka, że Bóg stworzył „człowieka na swój obraz” (Rdz 1, 26). Panowanie człowieka nad stworzeniem ma specyficzny charakter zdeterminowany przez obecność w człowieku Bożego obrazu, który sprawia, iż relacja człowieka do świata ma być odbiciem Bożej mądrości i miłości. Bożej, nie ludzkiej – warto to mocno podkreślić. Nie oznacza dominowania, ale raczej odpowiedzialne zwierzchnictwo, które jak najdalsze jest od arbitralnej tyranii. Panowanie nie jest czymś bezmyślnym, nieodpowiedzialnym i egocentrycznym, ale liturgicznym (Hildegarda nazywała człowieka „kapłanem stworzenia”). Bóg dał bowiem każdej rzeczy jej własną naturę i człowiek jest zobowiązany do jej szanowania i ochrony. Jesteśmy więc raczej zarządcami niż właścicielami. Dlatego też musimy zachować świat dla przyszłych pokoleń.
Według Bartłomieja I źródło katastrofalnego stosunku człowieka do natury leży w egocentryzmie – innym obliczu samozaufania, które odrzuca Boga i prowadzi do swoistego samoubóstwienia. Egoizm radykalnie zmienił relację człowieka ze światem: aroganckie, impertynenckie podporządkowywanie sił natury wypiera to, co Bóg zamierzył. Zamiast służyć zachowaniu życia i wolności, siły te bywają wykorzystywane do niszczenia, zniewalania ludzi lub popadania w nadmierną konsumpcję, nie licząc się z konsekwencjami.
Sprawa ekologii jest też bliska papieżowi Leonowi XIV, który kontynuuje w dużym stopniu podejście swojego poprzednika Franciszka I. Ostrzega, iż rabunkowe korzystanie z dóbr natury powoduje wylesianie, zanieczyszczanie środowiska czy utratę różnorodności biologicznej. Zauważa, że nasilają się „ekstremalne zjawiska naturalne spowodowane zmianami klimatu wywołanymi działalnością człowieka”[4]. Przypomina nauczanie swoich poprzedników, iż takie traktowanie natury jest sprzeczne z zamiarem Bożym. Bóg powierzył bowiem człowiekowi Ziemię nie po to, by despotycznie panował nad stworzeniem, ale uprawiał i doglądał „ogród świata”.
Tak oto sprawiedliwość ekologiczna, rozumiana także w jej wymiarze społecznym, ekonomicznym czy antropologicznym przestaje być marginalnym elementem w nauczaniu papieskim, ale staje się w sposób chyba trwały kwestią wiary. Obecny papież wpisuje się w nurt nauczania o ekologii swoich poprzedników, głównie Jana Pawła II i Franciszka I, dając wyraźny sygnał, iż chrześcijaństwo nie chce i nie może być obojętne wobec kwestii niszczenia dzieła stworzenia, które dokonuje się na świecie od dziesięcioleci, przynosząc coraz bardziej dotkliwe konsekwencje.
A zatem chrześcijańska opowieść o relacji człowieka z naturą nie jest historią dominacji, lecz odpowiedzialnego powierzenia. Od biblijnego ogrodu, przez średniowieczne wizje natury jako pośredniczki między Bogiem a światem, aż po współczesne nauczanie papieskie, powraca ta sama intuicja: człowiek nie jest właścicielem stworzenia, lecz jego stróżem i współpracownikiem. Kryzys ekologiczny obnaża duchowe źródła nowoczesnej eksploatacji i zmusza do ponownego odczytania sensu „czynienia sobie Ziemi poddanej” jako zadania etycznego i duchowego. W tym świetle ekologia przestaje być jedynie problemem technicznym czy politycznym, a staje się sprawą wiary, sumienia i odpowiedzialności wobec przyszłych pokoleń – zaproszeniem do życia w pokorze, umiarze i harmonii z całym stworzeniem.
Przypisy
[1] Święty Franciszek, „Pieśń słoneczna albo pochwała stworzeń”, w: „Źródła franciszkańskie”, Kraków 2005, s. 348.
[2] Jan Paweł II, “Redemptor hominis”, pkt. 15, (dostęp 2.02.2026)
[3] Jan Paweł II, „Orędzie na Światowy Dzień Pokoju”, pkt. 15, 1991, (dostęp 2.02.2026)
[4] Leon XIV, „Ziarna pokoju i nadziei, Orędzie na X Światowy Dzień Modlitw o Ochronę Świata Stworzonego”, 2025, (dostęp 30.01.2026)
Bibliografia
J. Moltman, „Bóg w stworzeniu”, tłum. Z. Danielewicz, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 1995.
C. Lewis, „Odrzucony obraz. Wprowadzenie do literatury średniowiecznej i renesansowej”, tłum. W. Ostrowski, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 1995.
M. Eliade, „Historia wierzeń i idei religijnych”, tom I–III, tłum. S. Tokarski, A. Kuryś, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1988–1994.
M. Gauchet, „Odczarowanie świata. Próba politycznej historii religii”, tłum. M. Warchala, Fundacja Augusta hr. Cieszkowskiego, Warszawa 2021.
F. Lenoir, „Sacrum. Historia ludzkiej duchowości”, tłum. E. Kasprzak-Kozikowska, Znak Horyzont, Kraków 2025.
O autorze
dr Bartosz Wieczorek – filozof i teolog, kierownik Instytutu Badań Naukowych Centrum Myśli Jana Pawła II, wykładowca Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie oraz redaktor naczelny kwartalnika „Myśl w Centrum”. Działacz społeczny i animator kultury, redaktor książek naukowych, autor kilkunastu publikacji z zakresu filozofii i teologii. Jego zainteresowania badawcze obejmują personalizm, teologię filmu, filozofię dialogu, relacje między wiarą a kulturą oraz analizę współczesnych zjawisk kulturowych.
Fot. Anna Pławecka